Jak inwestować w czasach kryzysu?

Dorota Ozimek

Zadałam sobie ostatnio ważne pytanie, które raczej wcześniej mnie nie nurtowało – jak inwestować w czasach kryzysu? I odpowiedź od razu nasunęła się sama – mądrze. Poczułam, że za tym tropem trzeba pójść…

Inspiracją do napisania tego wpisu stało się małe wydarzenie, a mianowicie moja reakcja po zerknięciu na stan konta, a dokładnie lokatę. Konto małe, lokata mała, ale zawsze dają jakieś poczucie zwiększenia pewności finansowej. Może tak było do tej pory. Wprawdzie lokaty bankowe nigdy nie były jakimś szczytem finansowej lokaty kapitału, ale nie było tak źle jak teraz. Nie jestem fachowcem w dziedzinie ekonomii i finansów, więc proszę nie spodziewajcie się rzetelnego opisu tego zjawiska. Ale sprawę ujmując w prosty sposób można określić tak – pandemia to kryzys, a kryzysom trzeba stawiać czoła, więc obniżono stopy procentowe, a tym samym w konsekwencji i oprocentowanie lokat. Oszczędzanie więc stało się bezsensowne, bo po co odkładać pieniądze, które np. w przypadku mojej lokaty zarabiają 0,01% miesięcznie.

Nie chcę narzekać, wyrywać włosów z głowy, okopać się czy przeczekać, bo jak wcześniej pisałam – kryzysom trzeba stawiać czoło. Zaczęłam się zastanawiać jak można te pieniądze lepiej wykorzystać, aby jednak mogły się pomnażać. Odpowiedzi na to pytanie udziela mi m.in. portal money.pl, który proponuje sporo opcji, w większości jednak trzeba dysponować sporym kapitałem. Ale załóżmy hipotetycznie i optymistycznie, że taki mamy, więc żądza pomnożenia tym większa jest. Z czego możemy skorzystać? Są obligacje państwowe, można też grać na giełdzie. Są też i opcje dla tych mniej majętnych w postaci funduszy inwestycyjnych, itp. Przeszukując internet znalazłam też informacje o inwestycjach w złoto i srebro, zakupie banknotów i monet okolicznościowych. Ciekawa wydaje się też opcja z posadzeniem drzew i po ok. 30 latach sprzedania lasu.

Według mnie są dwa najlepsze i najciekawsze sposoby na inwestowanie.

Pierwszy to inwestowanie w siebie – uczenie się, rozwijanie swoich kompetencji i zainteresowań, dostosowywanie do rynku pracy, wzbogacanie swojego CV, budowanie solidnego wizerunku. To trzeba okupić często ciężką pracą, ale gwarancja zysku i satysfakcji powinna być naprawdę wysoka! Sporo tych szkoleń i wiedzy można znaleźć też w internecie, bo pozytywną stroną zamknięcia nas w domach stało się zdobywanie wiedzy online. Często jest to wiedza usystematyzowana i podana w bardzo atrakcyjny sposób. Często też dzięki tym kursom można zdobyć nowy zawód. Ale także można rozwijać swoje pasje i zainteresowania, bardzo przeróżne. Mnie się ta opcja zdalnego uczenia podoba, bo jest elastyczna, pozwala uczyć się wszędzie i o dowolnej porze.

Drugim ciekawym sposobem inwestowania jest sztuka. I wbrew obiegowej opinii nie trzeba mieć też dużego kapitału, aby stać się kolekcjonerem. Brzmi fajnie i daje też dodatkowe profity, bo np. po zakupie dzieła w okresie powyżej 6 miesięcy w przypadku sprzedaży nie ma obowiązku opłaty podatku od zysku kapitałowego, ale przede wszystkim sztuka opiera się inflacji i dewaluacji, więc stopy procentowe mogą je pocałować w… nos. Dzieła sztuki mogą być przeróżne, od obrazów i rzeźb począwszy, bo mniejszego gabarytu jak np. wino, biżuteria. Oprócz kapitału i dumy rośnie również prestiż, a ty możesz poczuć się filantropem. Ale ważne jest to, aby znać się na sztuce, wtedy zakup dzieła nie będzie dziełem przypadku.

Inwestowanie w siebie i sztukę, to łączenie przyjemnego z pożytecznym – rozwijasz się, stajesz się jeszcze lepszą wersją siebie i otaczasz się pięknem. Czyż nie brzmi to wspaniale?