ZE ŚNIEŻYCY NA WULKAN. DZIENNIK PODRÓŻY, KTÓRY ZACZĄŁ SIĘ WCZEŚNIEJ, NIŻ MYŚLAŁYŚMY

Są podróże, które zaczynają się na lotnisku.
I są takie, które zaczynają się dużo wcześniej – w decyzji, że chcemy coś zmienić.

Ten wyjazd na Teneryfę w ramach projektu „Otwórz się przez/na sztukę – nowe kompetencje” (Erasmus+ Edukacja Dorosłych) był właśnie tą drugą historią.

Dzień 1 – wszystko zaczyna się od „idziemy w to”

Jest jeszcze ciemno.
Nie do końca wiadomo, czy to noc, czy już poranek.

Za oknem zima, a przed startem samolotu śnieżyca – taka, która raczej zatrzymuje niż wypuszcza w świat.

A my? Jedziemy na lotnisko.

Niewyspane, trochę zestresowane, ale zdecydowane.

Dla Moniki to pierwszy lot w życiu.
Dla nas – pierwszy taki wyjazd w ramach Erasmus+.

„Bałam się, ale bardziej byłam ciekawa niż przerażona. I to chyba było najważniejsze.”

Kilka godzin później wysiadamy w zupełnie innym świecie.
Słońce, ciepło, zapach powietrza, który mówi: zwolnij.

Patrzymy na siebie i już wiemy – coś się zaczęło.

Dzień 2 – uczymy się zanim zaczniemy się uczyć

Nie ma jeszcze zajęć.
I dobrze.

Chodzimy bez planu, patrzymy, słuchamy, próbujemy.

Jest w tym coś ważnego – pozwolić sobie na bycie w miejscu, zanim zacznie się je „wykorzystywać”.

„Zorientowałam się, jak rzadko naprawdę patrzę. Zwykle tylko przechodzę.”

Ten dzień niczego nie „produkuje”.
Ale przygotowuje na wszystko.

Dzień 3 – kiedy edukacja przestaje być teorią

La Laguna. Miasto, które wygląda jak scenografia, ale żyje własnym rytmem.

Dostajemy zadanie: gra miejska, poszukiwanie skarbów.

Nagle zaczynamy się ruszać inaczej.
Patrzeć inaczej.
Myśleć inaczej.

To już nie jest „zwiedzanie”.
To jest doświadczenie.

„Pierwszy raz pomyślałam, że tak powinna wyglądać edukacja – żeby chciało się brać w niej udział.”

Po wszystkim – ocean.
I cisza, która porządkuje wszystko, co wydarzyło się w ciągu dnia.

Dzień 4 – wychodzenie poza znane

Pierwsze zajęcia.

Poznajemy ludzi z różnych miejsc, z różnymi historiami.
I nagle okazuje się, że wszyscy jesteśmy w podobnym miejscu – trochę ciekawi, trochę niepewni.

Ćwiczenia, które wymagają zaufania.
Zadania, które wytrącają z automatyzmu.

„Najtrudniejsze było to, że nie mogłam się schować za tym, co już umiem.”

A potem park.

Zamykamy oczy, słuchamy, dotykamy, pracujemy w grupie.

Natura przestaje być tłem.
Zaczyna być nauczycielem.

Dzień 5 – kiedy świat zwalnia do właściwego tempa

Park Anaga.

Zieleń, przestrzeń, cisza – ale też zadania, które wymagają obecności.

Uczymy się przez działanie.
Bez slajdów. Bez prezentacji.

„Zrozumiałam, że nie trzeba mówić więcej, żeby ktoś zrozumiał. Czasem trzeba zrobić mniej.”

To dzień, który zostaje w ciele, nie tylko w głowie.

Dzień 6 – plan się zmienia, sens zostaje

Miało być Teide i gwiazdy.

Nie ma.
Pogoda decyduje inaczej.

Jest moment rozczarowania.

A potem… pole lawowe.

Surowe, czarne, prawdziwe.
Bez filtrów.

Słuchamy opowieści o wyspie, o życiu, o przetrwaniu.

„To był moment, kiedy przestałam oczekiwać, a zaczęłam naprawdę doświadczać.”

I nagle wszystko wraca na swoje miejsce.

Dzień 7 – rzeczy, które trudno nazwać, ale trudno zapomnieć

Tematy nie są już lekkie.

Wykluczenie.
Różnorodność.
Empatia.

Nie rozmawiamy o nich z dystansu.
Wchodzimy w nie.

„To było niewygodne. I właśnie dlatego ważne.”

To dzień, który nie daje prostych odpowiedzi.
Ale zostawia pytania, które będą pracować jeszcze długo.

Dzień 8 – końce, które są początkami

Ostatni poranek.

Robimy śniadanie i wyjadamy wszystko, co zostało w lodówce.
Trochę z praktyczności, trochę z zasady: nic nie zostawiamy niedokończonego.

Śmiejemy się.
I trochę nie wierzymy, że to już.

„Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak bardzo to doświadczenie mnie zmieniło – mimo że trwało tylko kilka dni.”

Pakujemy się.
Wracamy.

Ale nie wracamy takie same.

Co zostaje, kiedy kończy się podróż?

Zostają konkretne rzeczy:
– nowe metody pracy
– nowe narzędzia
– nowe pomysły

Ale zostaje też coś trudniejszego do opisania:

większa uważność
większa odwaga
większa gotowość do zmiany

I co teraz?

Teraz zaczyna się najważniejsze.

Przeniesienie tego wszystkiego do naszej pracy.
Do spotkań.
Do warsztatów.
Do ludzi.

Bo Erasmus+ nie kończy się na wyjeździe.

On zaczyna się wtedy, kiedy wracasz i robisz z tym coś dalej.