WIĘCEJ NIŻ MOBILNOŚĆ – TYDZIEŃ W PRADZE, KTÓRY ZMIENIA WIĘCEJ NIŻ PLAN DNIA

Są wyjazdy, które kończą się wraz z powrotem. I są takie, które zaczynają działać dopiero wtedy. Ten zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.

Dzień 1 – podróż, która okazała się początkiem

Zaczęłyśmy od 12-godzinnej podróży do Pragi.
Teoretycznie — przemieszczanie się z punktu A do punktu B.
W praktyce — pierwszy, bardzo ważny etap procesu.

Już w pociągu zaczęło się to, co w Erasmusie jest kluczowe: poznawanie się, łapanie rytmu grupy, pierwsze rozmowy, pierwsze śmiechy.

A tych nie brakowało.

Zwłaszcza w momencie, kiedy dwie uczestniczki niemal odjechały wagonem restauracyjnym w zupełnie inną stronę.
Żurek, który był powodem tej sytuacji, do dziś funkcjonuje jako osobna kategoria wspomnień.

Do Pragi dotarłyśmy zmęczone, ale jednocześnie bardzo obecne — z ciekawością, energią i poczuciem, że zaczyna się coś ważnego.

Miasto przywitało nas świątecznym światłem i atmosferą, która od pierwszego wieczoru dawała poczucie: jesteśmy we właściwym miejscu.

Pierwszy efekt pojawił się szybciej, niż można było się spodziewać.
Zaczęła się budować grupa.

A bez tego nie ma ani uczenia się, ani zmiany.

Dzień 2 – uważność, która wychodzi poza salę

Pierwszy dzień szkoleniowy wprowadził nas od razu w temat dobrostanu i zdrowia psychicznego.

Rozmawiałyśmy o uważności — ale nie tylko teoretycznie.
Praktykowałyśmy ją w różnych przestrzeniach, także poza salą.

Mindfulness w muzeum?
Zdecydowanie tak — i zdecydowanie zostaje na długo.

Ale równie ważne działo się pomiędzy zajęciami.

Dwanaście kobiet, różne temperamenty, różne potrzeby, różne tempo funkcjonowania.
Wspólne mieszkanie szybko pokazało, że teoria o dobrostanie ma bardzo praktyczny wymiar.

Zaczęłyśmy tworzyć zasady, uczyć się komunikować, zauważać siebie nawzajem.

I to był moment, w którym pojawiło się coś bardzo cennego:
uważność na drugiego człowieka.

Efekt dnia nie ograniczył się do wiedzy.
To było realne doświadczenie dobrostanu w działaniu.

Dzień 3 – stres, który nie jest taki sam dla wszystkich

Trzeciego dnia przyglądałyśmy się stresowi — bardzo konkretnie i bez uciekania w ogólniki.

Mechanizmy, reakcje ciała, czynniki stresogenne.

Ale najważniejsze okazało się coś innego.

Zobaczyłyśmy, jak bardzo się różnimy.

To, co dla jednej osoby jest drobną niedogodnością, dla innej może być realnym obciążeniem.
To, co jedna puszcza bez większego wysiłku, druga przeżywa jeszcze długo.

To był dzień pełen momentów „aha”.

Po zajęciach wróciłyśmy do naszego już stałego rytmu: wspólne kolacje, gry (tak, przywiezione z Lublina — nic nie zostawiamy przypadkowi), rozmowy i śmiech.

Efekt dnia?
Więcej zrozumienia i więcej empatii.

A to są rzeczy, które zostają na długo i bardzo konkretnie wpływają na pracę z ludźmi.

Dzień 4 – granice, które zaczynają być widoczne

Czwartego dnia postawiłyśmy na ruch.
Dużo ruchu.

Chodzenie po Pradze okazało się jedną z najlepszych metod uczenia się.

Miasto przestało być tłem.
Zaczęło być doświadczeniem.

W międzyczasie pracowałyśmy nad zapobieganiem wypaleniu, technikami relaksacyjnymi i medytacją.

I właśnie wtedy teoria zaczęła spotykać się z praktyką.

Różna wrażliwość na bodźce.
Różne potrzeby odpoczynku.
Różne granice.

Zaczęłyśmy się ich uczyć — i co ważniejsze — zaczęłyśmy je szanować.

Wieczór przyniósł coś, co trudno zaplanować, ale łatwo docenić:
domowe SPA i rozmowy, które spokojnie mogłyby być osobnym warsztatem.

Efekt dnia?
Świadomość granic i konkretne narzędzia dbania o siebie.

Dzień 5 – ciało, emocje i… piżamy

Piąty dzień był bardzo intensywny, choć w zupełnie innym sensie.

Joga, arteterapia, praca z ciałem i emocjami.

Każda z nas przyszła z innym doświadczeniem, innym poziomem otwartości i innymi potrzebami.
I właśnie to stworzyło przestrzeń do prawdziwego uczenia się.

Zaczęłyśmy dzielić się tym, co każda z nas już ma — wiedzą, doświadczeniem, sposobem pracy.

A wieczorem wydarzyło się coś, co zdecydowanie przejdzie do historii wyjazdu.

Kilkanaście kobiet, piżamy i spontaniczny warsztat o potrzebach i priorytetach.

Brzmi niepozornie.
Było bardzo konkretne.

Efekt dnia?
Więcej pewności siebie, więcej dzielenia się i bardzo wyraźne poczucie wspólnoty.

Dzień 6 – domykanie procesu (i bardzo dokładne poznawanie kuchni czeskiej)

Szósty dzień przyniósł podsumowanie.

Rozmawiałyśmy o kreatywnym radzeniu sobie ze stresem, o wspieraniu innych i o budowaniu środowiska, które nie generuje napięcia.

Ale najważniejsze było to, co wydarzyło się między nami.

Wymiana doświadczeń była ogromna.
Różne role zawodowe, różne konteksty pracy, różne perspektywy.

To właśnie ta różnorodność okazała się jedną z największych wartości.

Poza zajęciami — bardzo rzetelnie testowałyśmy Pragę kulinarnie.
Z pełnym zaangażowaniem i poczuciem odpowiedzialności.

Wieczorem kolacja pożegnalna i moment, w którym robi się ciszej.

Efekt dnia?
Gotowość do wdrażania zmian — nie tylko w pracy, ale też w codziennym życiu.

Dzień 7 – powrót, który już nie jest taki sam

Wracałyśmy pociągiem.

Świadomie, ekologicznie i… zupełnie inaczej niż przyjechałyśmy.

Było ciszej.
Spokojniej.
Więcej było refleksji niż śmiechu (choć śmiechu nadal nie brakowało).

Rozmawiałyśmy o tym, co zabieramy, co się zmieniło i co chcemy wdrożyć.

I wtedy pojawiło się to najważniejsze zdanie:

to nie był tylko wyjazd.
to był proces.

Mobilność została zrealizowana w ramach projektu
„Otwórz się na/przez sztukę – nowe kompetencje”
programu Erasmus+ (Edukacja dorosłych), realizowanego w okresie 01.08.2024 – 31.01.2026.

Efekty tej mobilności są wyraźne i wielopoziomowe:

  • wzrost świadomości własnych potrzeb i mechanizmów stresu
  • rozwój kompetencji w obszarze dobrostanu i pracy z grupą
  • poprawa jakości relacji i komunikacji
  • zdobycie konkretnych narzędzi do pracy z dorosłymi
  • wzmocnienie współpracy i poczucia wspólnoty

Ale jest też coś, czego nie da się łatwo zmierzyć.

Więcej uważności.
Więcej zrozumienia.
Więcej przestrzeni na bycie — nie tylko działanie.

Bo ostatecznie ten wyjazd nie był tylko o tym, czego się nauczyłyśmy.

Był o tym, jak zaczęłyśmy być — ze sobą i z innymi.