Dzień 1 – Podróż, która jest otwarciem
Ta podróż zaczęła się od rzeczy bardzo prozaicznej: plecaków.
Plecaków, które uparcie twierdziły, że są „podręczne”, i nas, które uparcie udawałyśmy, że w to wierzymy.
Cztery warstwy ubrań na sobie były pierwszym nieformalnym warsztatem z uważności: czujesz wszystko — każdy rękaw, każdą kieszeń i każdą decyzję, którą podjęłaś pakując się „lekko”.
Z Lublina przez Warszawę dotarłyśmy do Bolonii, gdzie kawa na głównym placu była bardziej rytuałem niż potrzebą.
Potem szybki pociąg do Florencji — klasyczne Erasmusowe cardio, zanim jeszcze ktoś zdąży powiedzieć „weź głęboki oddech”.
A wieczorem… pierwsza kolacja.
Pizza i pasta przywitały nas tak, jak potrafią tylko Włosi:
„siadaj, jedz, nie kombinuj”.
I w tym jednym zdaniu zawierała się cała filozofia dobrostanu.
Dzień 2 – Florencja – miasto, które nie daje się oglądać „po trochu”
Pierwszy dzień kursu był jak wejście w równoległą rzeczywistość.
Z jednej strony — zabytki, światło, architektura, kawa, która działa szybciej niż motywacja w poniedziałek rano.
Z drugiej — ludzie z siedmiu krajów i próba zapamiętania imion, która po trzeciej osobie kończy się subtelnym „bufferingiem” mózgu.
Rozmowy o well-beingu szybko przestały być teorią.
Każdy widział coś trochę innego, ale wszyscy czuli, że dotykamy czegoś ważnego.
A potem wyszłyśmy w miasto.
I wtedy Florencja zrobiła to, co robi najlepiej — wciągnęła nas bez pytania o zgodę.
Katedra Santa Maria del Fiore, Ponte Vecchio, światło odbijające się od kamienia, złoto, które świeci trochę za bardzo… i gelato, które przywraca równowagę świata.
Dzień 3 – Mindfulness w praktyce (czyli ciało mówi „tak”, głowa mówi „jeszcze chwilę”)
Poranne jogi i medytacje miały w sobie coś bardzo szczerego.
Ciało od razu wiedziało, co robić.
Głowa potrzebowała chwili, żeby się z tym pogodzić.
Poznałyśmy definicję uważności według Kabat-Zinna, ale dużo ważniejsze było to, co wydarzyło się chwilę później.
Nożyczki, klej, gazety.
Tworzyłyśmy kolaże i mapy myśli, szukając sensów w kilku językach jednocześnie.
To był moment, w którym wszystko zaczęło się układać — nie tylko na papierze.
A potem pojawiło się pytanie bardzo praktyczne:
jak zmieścić karton A3 do plecaka wielkości kartki xero?
Do dziś nie mamy jednoznacznej odpowiedzi.
Dzień 4 – Uffizi – czyli moment, w którym przestajesz tylko patrzeć
Galeria Uffizi była doświadczeniem… intensywnym.
Najpierw tłum przy Wenus Botticellego — poziom „koncert stadionowy”, gdzie walczysz o miejsce i kąt do zdjęcia.
A potem druga Wenus — cisza, przestrzeń, czas.
I nagle wszystko zwalnia.
To był jeden z tych momentów, kiedy przestajesz robić zdjęcia.
Zaczynasz po prostu patrzeć.
I czujesz.
Dzień 5 – Uważność, która dzieje się naprawdę
Kolejne dni przynosiły coraz więcej praktyki.
Medytacje na leżąco (najbardziej przekonująca forma rozwoju osobistego), uważne słuchanie, rozmowy, w których naprawdę jesteś, a nie tylko czekasz na swoją kolej.
Spacer w ogrodach różanych przy placu Michała Anioła był jednym z tych momentów, w których trudno zdecydować, czy wyciągnąć telefon, czy po prostu zostać.
A potem Dawid.
I to poczucie, że stoi przed tobą ktoś, kto ma wszystkie granice świata ustawione idealnie — i jeszcze wyrzeźbione w marmurze.
Dziń 6 – Mindfulness vs tiramisu (pojedynek nierówny)
Rozmawiałyśmy o uważności w organizacjach, o pracy z ludźmi, o tym, jak wyglądałby świat, gdybyśmy naprawdę robili pauzę przed reakcją.
A potem pojawiło się tiramisu.
I nagle teoria musiała się trochę dostosować.
Bo uważność jest ważna.
Ale są momenty, w których trzeba po prostu… zjeść deser.
I zrobić to dobrze.
Dzień 7 – Grupa, która przestaje być przypadkowa
Z dnia na dzień zaczęło dziać się coś, czego nie da się zaplanować.
Grupa zaczęła się domykać.
Poranne spotkania, wspólna praca, rozmowy, śmiech — wszystko zaczęło mieć swój rytm.
Zaczęłyśmy być bardziej uważne na siebie nawzajem.
I to był jeden z najważniejszych efektów tego wyjazdu.
Bo bez tego nie ma ani uczenia się, ani zmiany.
Na koniec — Chianti.
Winnice, widoki, zachód słońca i moment, w którym wszystko się zatrzymuje.
I nagle okazuje się, że dobrostan nie zawsze jest skomplikowany.
Czasem to jest po prostu:
bycie
oddech
ludzie
Dzień 8 – Powrót, który coś zostawia
Powrót miał w sobie coś cichego.
Ciało wracało do Polski.
Ale głowa jeszcze przez chwilę była we Florencji.
W samolocie zrobiłyśmy listę tego, co zabieramy:
narzędzia
inspiracje
ludzi
śmiech
sztukę
I jedno bardzo ważne zdanie:
uważność to nie perfekcja.
To praktyka.
Ten wyjazd był częścią projektu
„Otwórz się na/przez sztukę – nowe kompetencje”
realizowanego w ramach programu Erasmus+ (Edukacja dorosłych)
(01.08.2024 – 31.01.2026)
I jak to w Erasmusie — chodziło o coś więcej niż podróż.
Chodziło o zmianę.
Co zostaje?
Zostają konkretne rzeczy:
- nowe narzędzia pracy
- większa świadomość siebie i innych
- lepsze rozumienie dobrostanu
- doświadczenie pracy w międzynarodowej grupie
Ale zostaje też coś trudniejszego do opisania:
więcej spokoju
więcej uważności
więcej odwagi, żeby działać inaczej
Bo ostatecznie…
ten wyjazd nie był tylko o tym, czego się nauczyłyśmy.
Był o tym, jak zaczęłyśmy patrzeć.



